Otworzyłam drzwi i zobaczyłam ją skuloną na łóżku, oświetloną jedynie lampką na biurku.
Obie ręce miała owinięte wokół brzucha.
Jej kostki były białe od ściskania szarego materiału bluzy.
Łzy przesiąkły część poduszki.
„Mamo…” wyszeptała.
Ledwo ją słyszałam przez klimatyzację.
„Proszę… niech przestanie boleć”.
To wystarczyło.
W tym momencie cały strach, który czułam od lat na myśl o konfrontacji z Ernesto, zniknął.
Następnego popołudnia, kiedy jeszcze był w pracy, pojechałam prosto do liceum Valerii.
O 13:42 wypisałam ją wcześniej.
Sekretarka sprawdziła mój dokument tożsamości i podała mi karteczkę z godziną wydrukowaną u góry.
Valeria szła powoli obok mnie.
Wcisnęła jedną rękę pod bluzę, naciskając na brzuch.
Pomogłam jej wsiąść do naszego samochodu i pojechałam prosto do Szpitala Ogólnego w Querétaro, nie mówiąc ani słowa Ernesto.
Valeria prawie się nie odzywała podczas jazdy.
Wyglądałam przez okno na stacje benzynowe, centra handlowe i przejeżdżające autobusy miejskie.
Czułam się, jakbym tam była fizycznie, ale myślami byłam gdzieś poza zasięgiem.
Kiedy dotarliśmy na izbę przyjęć, recepcjonistka przesunęła kilka formularzy po ladzie.
Informacje o pacjencie.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE