Nazwałam go pięknym, a on przewrócił oczami i powiedział: „Mamo, masz prawny obowiązek to mówić!”.
Szkoła wciąż wyglądała tak samo, kiedy przyjechałam. Było nie do zniesienia.
Pani Dilmore czekała blada przy recepcji. Trzęsły jej się ręce, gdy wyciągała białą kopertę. „Znalazłam ją na dnie szuflady biurka. Nie wiem, jak mogłam jej nie zauważyć”.
Wzięłam ją ostrożnie, jakby papier mógł być uszkodzony. Na pierwszej stronie, pismem Owena, widniały dwa słowa: Dla mamy.
W tym momencie o mało nie ugięły się pode mną kolana.
„Znalazłam ją w rogu na dnie szuflady biurka”.
„Chciałbyś usiąść?” – zapytała pani Dilmore.
„Proszę” – wyszeptałam.
Zaprowadził mnie do pustego bocznego pokoju z jednym stołem, dwoma krzesłami i oknem wychodzącym na pole, gdzie Owen kiedyś się opalał.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE