Na światłach spojrzałam na małego, drewnianego ptaszka wiszącego na lusterku wstecznym i wybuchnęłam płaczem. Owen zrobił go dla mnie na ostatni Dzień Matki na plastyce. Skrzydła były nierówne. Dziób krzywy.
Nazwałam go pięknym, a on przewrócił oczami i powiedział: „Mamo, masz prawny obowiązek to mówić!”.
Szkoła wciąż wyglądała tak samo, kiedy przyjechałam. Było nie do zniesienia.
Pani Dilmore czekała blada przy recepcji. Trzęsły jej się ręce, gdy wyciągała białą kopertę. „Znalazłam ją na dnie szuflady biurka. Nie wiem, jak mogłam jej nie zauważyć”.
Wzięłam ją ostrożnie, jakby papier mógł być uszkodzony. Na pierwszej stronie, pismem Owena, widniały dwa słowa: Dla mamy.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE