Mąż przez trzydzieści lat pilnował wszystkich pieniędzy – mówił, że sama zginęłabym w papierach. Po rozwodzie usiadłam do rachunków: pozmieniałam abonamenty, spłaciłam chwilówki, o których nie wiedziałam

– Ładnie tu – powiedziała Basia, opierając się o balustradę.

– Ładnie – zgodziłam się. – I stać nas było od dawna.

Basia spojrzała na mnie i nic nie powiedziała. Nie musiała. Obie wiedziałyśmy, o czym mówię.

Na lotnisku w Katowicach, wracając do domu, włączyłam telefon. Przyszła wiadomość od Zbyszka: “Jak tam? Potrzebujesz pomocy z rozliczeniem PIT?”

Odpisałam: “Dzięki. Rozliczyłam w marcu.”

I schowałam telefon do torebki.

Wchodząc do mieszkania, nie włączyłam od razu światła. Stałam chwilę w ciemnym przedpokoju, słuchając ciszy. Ale to była inna cisza niż kiedyś. Nie dusząca. Moja.

Na lodówce wisiał magnes z Wenecji – kitschowata gondola z napisem “Venezia”, którą kupiła Basia na straganie. Obok lista zakupów, którą napisałam rano przed wyjazdem. Jajka, chleb, masło, kawa.

Proste rzeczy. Moje rzeczy. Moje rachunki, moje abonamenty, moje decyzje.

Pięćdziesiąt osiem lat. Trzydzieści w małżeństwie. I dopiero teraz wiedziałam, ile kosztuje prąd.

CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *