Koperta, która nie mogła się ukryć 1 P2

Ratownik zamarł w pół ruchu, jego dłoń w rękawiczce zawisła tuż nad brzuchem Sary.

„Co z tym?” zapytał, tym razem ostrzej.

Ale Sarah już zamknęła oczy, a jej twarz wykrzywiła się, gdy zalała ją kolejna fala bólu. Jej palce chwyciły mój rękaw, jakby próbowała uchwycić się czegoś realnego.

„Proszę pana, musimy ruszać” – powiedział drugi ratownik, a jego głos rósł z naglącą determinacją. „Możemy porozmawiać po drodze”.

Skinęłam głową, ale moje myśli nie były już w pokoju.

Były w moim telefonie.

Ciągle wibruje.

Imię mojej matki miga w kółko.

Diane Carter.

Odrzuciłam połączenie.

Trudno.

Jazda do szpitala rozmywała się w nieskończoność: wyjące syreny, lekarz wołający o podstawowe parametry życiowe, nierówny oddech Sary odliczający sekundy między skurczami, spazmami lub czymś gorszym.

Usiadłam obok niej, trzymając ją za rękę, ale mój kciuk wciąż wisiał nad ekranem telefonu.

To drugie imię.

Dr Melissa Crane.

I to, co Sarah oznaczyła:

NAGŁY POGOTOWIE, JEŚLI DIANE PRZESZKADZA

Ścisnęło mnie w żołądku.

„Sarah” – powiedziałam cicho, nachylając się tak, żeby tylko ona mogła usłyszeć – „co z tym?”.

Jej usta zadrżały. Przez chwilę myślałam, że nie odpowie.

Potem wyszeptała, ledwo słyszalnie przekrzykując syrenę:

CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *