Osobista asystentka Dona Alejandra. Kobieta o nienagannej postawie, po pięćdziesiątce, która spędziła noc na robieniu notatek, sprawdzaniu połączeń i obserwowaniu w milczeniu. Teraz trzymała telefon w dłoni, z obojętną miną.
„Proszę pana” – powiedziała, patrząc na Dona Alejandra – „sprawdziłam jeszcze raz pełne imię i nazwisko”.
Skinął głową, nie spuszczając wzroku z oczu Mateo.
„Proszę mi powiedzieć”.
Clara wzięła głęboki oddech.
„Prawnym właścicielem książki kucharskiej zarejestrowanej dwadzieścia dziewięć lat temu pod marką Cocina de la Sierra jest Teresa Ruiz de Santiago. Ta książka zawiera dokładny przepis na mole, który dziesięć lat temu posłużył do wprowadzenia na rynek linii delikatesowej Monte Real”.
Poczułam, jak grunt zapada mi się pod nogami.
Monte Real.
Sztandarowa marka Grupy Don Alejandro.
Salsy, mole, makarony rzemieślnicze – produkty z najwyższej półki sprzedawane w hotelach, na lotniskach i w luksusowych butikach. Widziałem te słoiki w ekskluzywnych supermarketach i zawsze budziły we mnie dziwną mieszankę dumy i gniewu. Bo ich smak był znajomy. Zbyt znajomy.
Mateo zbladł.
„To niczego nie dowodzi”.
Don Alejandro zrobił krok w jego stronę.
„To dowodzi, że smak, który uczynił z mojej firmy imperium, pochodził z kuchni kobiety z Oaxaca, której obiecałem, że wrócę… i której już nigdy więcej nie zobaczyłem”.
Nikt się nie poruszył.
Nikt nie oddychał.
Poczułem, jak dzwonienie w uszach się nasila.
„Znałeś moją matkę?” – zapytałem.
W końcu spojrzał na mnie uważnie. Już nie jak biznesmen. Już nie jak gość. Jak starzec zmuszony do konfrontacji z samym miejscem swojej porażki.
„Kochałem ją” – powiedział.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE