„Wiem”.
„A do tego dochodzą pieniądze, energia, szkoła, studia” – dodał.
„Staramy się nie stwarzać oczekiwań, których nie jesteśmy w stanie spełnić”.
„Wiem” – powtórzyłam.
Po długiej ciszy powiedział: „Chcesz ją poznać? Po prostu ją poznać. Niczego nie obiecuję”.
Dwa dni później weszliśmy do domu dziecka. Pracownik socjalny zaprowadził nas do pokoju zabaw.
„Wie, że będzie miała gości” – powiedziała. „Nic jej więcej nie powiedzieliśmy. Staramy się nie stwarzać oczekiwań, których nie jesteśmy w stanie spełnić”.
W pokoju zabaw Lily siedziała przy małym stoliku, starannie kolorując w liniach. Jej sukienka była trochę za duża, jakby była przekazywana z pokolenia na pokolenie.
„Jesteś starsza?”
Znamię pokrywało większość lewej strony jej twarzy – ciemne i wypukłe, ale jej oczy były poważne i uważne, jakby nauczyła się czytać dorosłych, zanim im zaufała.
Uklękłam obok niej. „Cześć, Lily. Jestem Margaret”.
Zerknęła na pracownika socjalnego, a potem z powrotem na mnie. „Cześć” – wyszeptała.
Thomas wcisnął się na małe krzesło przed nią. „Jestem Thomas”.
Przyjrzała mu się uważnie i zapytała: „Jesteś starszy?”.
Odpowiedział grzecznie na pytania, ale niewiele powiedział.
Uśmiechnął się. „Starszy od ciebie”.
„Czy wkrótce umrzesz?” zapytała zupełnie poważnie.
Ścisnęło mnie w żołądku. Thomas nawet nie drgnął. „Nie, jeśli będę mógł temu zapobiec” – powiedział. „Zamierzam być problemem przez długi czas”.
Uśmiechnął się lekko, zanim go dostrzegłam. Potem wrócił do kolorowania.
Odpowiedział grzecznie na pytania, ale niewiele powiedział. Co chwila zerkał na drzwi, jakby kalkulował, jak długo zostaniemy.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE