Wróciłem do domu.
Postawiłem doniczkę na stole.
Żona i dzieci przyglądały mi się w milczeniu.
Zacząłem wybierać ziemię gołymi rękami.
Po kilku minutach natrafiłem na coś twardego.
To nie był kamień.
Było to małe metalowe pudełko owinięte w foliową torebkę.
Ręce mi drżały.
W środku znajdował się klucz.
I koperta.
Na kopercie widniały słowa:
„Otwórz skrytkę w banku, do którego chodziłam dawniej z twoim ojcem”.
Następnego dnia poszedłem do banku.
Klucz pasował.
Pracownik banku otworzył skrytkę.
Nie było w niej złota.
Nie było pieniędzy.
Była teczka.
I list.
Zacząłem czytać.