Rozdział 2: Cień grudnia
Aby zrozumieć naturę pożaru, który Sarah miała wkrótce wywołać, trzeba było cofnąć się do 9 grudnia.
Było wtorkowe popołudnie; nad Bostonem padał ciężki, mokry śnieg, tworząc wielkie płaty. Sarah siedziała na brzegu kozetki w prywatnej klinice onkologicznej, ubrana w papierowy fartuch, który szeleścił przy każdym płytkim oddechu.
Doktor Aris, kobieta o zmęczonym spojrzeniu, trzymała teczkę z dokumentami tak, jakby była ona bombą.
– Sarah – powiedziała cicho. – Wyniki biopsji. To rak dróg żółciowych. Czwarte stadium.
To słowo zawisło w powietrzu niczym ostry, poszarpany kamień. Rak dróg żółciowych. Zaawansowany. Z przerzutami na błonę surowiczą wątroby.
– Ile mi zostało? – zapytała Sarah, obserwując pojedynczy płatek śniegu topniejący na szybie. – Bez agresywnego leczenia może sześć miesięcy. Z leczeniem… może rok. Ale jakość życia gwałtownie by spadła.
Sarah skinęła głową. Nie płakała. Już dokonywała obliczeń. Przeszczep u Víctora zaplanowano na luty. Znajdował się na szczycie listy oczekujących tylko dlatego, że ona była rzadkim, idealnie dopasowanym dawcą. – Sarah, musisz zgłosić to komisji ds. przeszczepów – nalegał doktor Aris. – Immunosupresja pooperacyjna przyspieszy rozwój nowotworu. Żadna komisja etyczna nie wyrazi zgody na to, by pacjent w stadium terminalnym choroby przeszedł zabieg pobrania nerki od dawcy.
Jeśli im powiem, przeszczep zostanie odwołany. Jeśli przeszczep zostanie odwołany, Víctor umrze w marcu.
Sarah spojrzała na lekarza i skłamała z wprawą kobiety, która przez dziesięciolecia dbała o utrzymanie spokoju. – Rozumiem. Poinformuję koordynatora jeszcze dziś po południu.
Nigdy tego nie zrobiła.
Zapłaciła doktorowi Arisowi gotówką, podpisała oświadczenie o zachowaniu poufności i wyszła na śnieg. Tego wieczoru wróciła do domu i przygotowała dla Víctora idealną kolację z niską zawartością soli. Obserwowała, jak pod stołem pisze wiadomości do Rity; jego palce poruszały się z gorączkową energią człowieka, który wierzy, że ma przed sobą przyszłość.
Planowała oddać mu nerkę, zapewnić mu życie, a potem po cichu złożyć pozew o rozwód. Chciała spędzić ostatnie miesiące w małym mieszkaniu nad morzem, czytając książki, na które nigdy nie miała czasu.
Ale potem pojawiła się ta szpitalna sala. A potem „meble jednorazowego użytku”.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE