„Ty wynikałeś z dziesięciu pomysłów” – określenie stanowczym – „ale to ja sumienie wszystko, co się za tym kryło”. Julian pruchnął cicho. „Fajna historia”. Sędzia nie pozwala mu trwać. „To nie jest historia”. Dodano dokument. „Dla pewności dokumentów… w Podanie nic więcej nie znajdziesz”.
Atmosfera w pokoju ponownie się rozpadła, tym razem jawnie, tak niewidzialnego, wyszło na jaw. Sędzia ponownie wrócić do niej. „Czy możliwe jest dokonanie?”
Wzięła powolny oddech, lekko zaciskając balle na małe dłonie obok siebie, poczym pojawia się na bliźnięta, a wiersz ponownie w górę. „Nazywam się… nie Amelia Carter”. Słowa rozeszły się po sali i wszystko zdawało się ucichnąć. „Moje prawdziwe imię” – „to Eleanor Vance” – „to Eleanor Vance”.
W sprawie imienia nic nie da się zrobić. Ręka Vanessy wysunęła się z torebki, delikatny uśmiech Juliana zniknął całkowicie, ponieważ na imię nie było obce; w tym przypadku dyskretnym autorytetem, co ludzie rozumieli bez konieczności stosowania.
Sędzia lekko się wyprostował. „Rodzina Vance’ów?” Usunął brodę. „Tak”. Bliźniacy zacisnęły się na wtyczkach na jego dłoniach, automatycznie wyczuli równie jasne, jak wszystkie hymny.
zobacz dalszy ciąg końcowy
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE