– Wujku, dziś urodziny mamy… Chcę kupić kwiaty, ale nie mam pieniędzy… Kupiłam chłopcu bukiet. I po chwili, kiedy podeszłam do grobu, zobaczyłam tam ten bukiet.
Po kilku miesiącach pamięć zaczęła mu wracać. Ira znów pojawiła się w jego umyśle. Zaczął dzwonić, ale bezskutecznie. Nikt nie wiedział, że rodzice zatuszyli prawdę, mówiąc dziewczynie, że Yura ją porzucił.

Kiedy Yura wrócił do domu, chciał zrobić jej niespodziankę kalią. Ale zobaczył zupełnie inny obraz: Ira spacerowała ramię w ramię z mężczyzną, w ciąży i szczęśliwym.
Yura był załamany. Nie pojmował, jak to możliwe. Nie czekając na wyjaśnienia, uciekł.
Minęło osiem lat. Pewnego dnia Yura zdał sobie sprawę: nie może dłużej żyć z pustką w środku. Musi odnaleźć Irę. Musi jej wszystko powiedzieć. I oto znów jest w swoim rodzinnym mieście, z bukietem kalii w dłoniach. I to właśnie tam poznał Paszę – spotkanie, które mogło wszystko zmienić.
„Pasza… tak, Pasza!” – przypomniał sobie Jura, jakby się obudził. Stał przy sklepie, a chłopiec wciąż cierpliwie czekał w pobliżu.
„Synu, może cię gdzieś podwiozę?” – zasugerował cicho Yura.
„Nie, dziękuję” – powiedział chłopiec łagodnie. „Umiem jeździć autobusem. Odwiedzałem już mamę. Nie pierwszy raz”.
Po tych słowach mocno przycisnął bukiet do piersi i pobiegł na przystanek autobusowy. Jura obserwował go długo. Coś w tym dziecku przywołało wspomnienia i wyzwoliło niewytłumaczalną więź, niemal pokrewieństwo. Ich drogi skrzyżowały się z jakiegoś powodu. Pasza wydawał się niepokojąco znajomy.
Kiedy młodzieniec odszedł, Yura poszedł na dziedziniec, gdzie wcześniej mieszkał Ira. Jego puls walił jak młotem, gdy zbliżał się do wejścia i ostrożnie zapytał mieszkającą tam starszą kobietę, czy wie, gdzie jest Ira.
„Ojej, kochanie” – westchnęła sąsiadka, patrząc na niego ze smutkiem. „Jej już nie ma… Zmarła trzy lata temu”.
– Jak? – Yura nagle się cofnął, jakby został trafiony.
– Po ślubie z Vladem nigdy tu nie wróciła. Zamieszkała z nim. Nawiasem mówiąc, dobry człowiek, zapłodnił ją. Nie każdy mężczyzna odważyłby się na coś takiego. Kochali się, opiekowali się sobą. Potem urodził się im syn. I… koniec. Jej już nie ma. To wszystko, co wiem, synu.
Yura powoli wyszedł przez wejście, czując się jak zagubiony duch – spóźniony, samotny, wiecznie spóźniony.
„Dlaczego tak długo czekałem? Czemu nie wróciłem co najmniej rok wcześniej?”
A potem pojawiły się słowa sąsiadki: „…w ciąży…”
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.