Ale skąd wziąć pieniądze? Postanowił zapytać ojca.
– Tato, możesz mi dać trochę pieniędzy? Naprawdę potrzebuję…
Zanim zdążyłem wyjaśnić, Galina wyskoczyła z kuchni:
– Co to, do cholery?! Już zacząłeś żądać od ojca?! Czy ty w ogóle rozumiesz, ile pracy trzeba włożyć w pensję?
Ojciec spojrzał w górę i próbował ją powstrzymać.
– Gal, czekaj. Nie miał czasu, żeby wyjaśnić dlaczego. Synu, możesz mi powiedzieć, czego potrzebujesz?
— Chciałbym kupić kwiaty dla mojej mamy. Białe kalie. Dziś ma urodziny.
Galina parsknęła śmiechem, krzyżując ramiona na piersi:
– No cóż! Kwiaty! Pieniądze na nie! Może zabierzemy ją do restauracji. Weź coś z rabatki i będziesz miał bukiet!
„Nie ma ich tam” – odpowiedział cicho, ale pewnie Pasza. „Sprzedają je tylko w sklepie”.
Ojciec zamyślił się i spojrzał na syna, po czym zwrócił wzrok na żonę:
– Dziewczyno, idź zrobić lunch. Jestem głodny.
Kobieta prychnęła niezadowolona i zniknęła w kuchni. Ojciec wrócił do gazety. I Pasza zrozumiał: pieniędzy nie da. Nie padło ani jedno słowo.
Po cichu poszedł do swojego pokoju, wyjął starą skarbonkę. Przeliczył monety. Za mało. Ale może to wystarczy?

Nie tracąc czasu, wybiegł z domu i pobiegł do kwiaciarni. Już z daleka zobaczył śnieżnobiałe kalie w oknie. Tak jasne, niemal bajkowe. Zatrzymał się, wstrzymując oddech.
A potem zdecydowanie wszedł do środka.
– Czego pan chce? – zapytała sprzedawczyni, badając chłopca. – Chyba pan trafił w złe miejsce. Nie ma tu żadnych zabawek ani słodyczy. Tylko kwiaty.
– Nie jestem taka do końca… Bardzo chcę kupić. Kalie… Ile kosztuje bukiet?
Sprzedawca podał cenę. Pasza wyjął wszystkie pieniądze z kieszeni. Jednak kwota była zaledwie o połowę wystarczająca.
Błagał: „Proszę…” „Odpracuję to!” Przychodź codziennie, żeby pomóc sprzątać, odkurzać i myć podłogi. Proszę, pożycz mi ten bukiet.
– Czy ty w ogóle jesteś normalny? – prychnęła kobieta, wyraźnie zirytowana. – Myślisz, że jestem milionerką, żeby tu rozdawać kwiaty? Odejdź! Albo wezwę policję; żebrakom wstęp wzbroniony!
Ale Pasza nie zamierzał się poddać. Potrzebował tych róż dzisiaj. Zaczął pytać ponownie:
– Dam z siebie wszystko! Obiecuję! Zarobię tyle, ile trzeba! Proszę zrozumieć…
– O, spójrzcie na tego artystę! – krzyknęła sprzedawczyni tak głośno, że przechodnie się odwrócili. – Gdzie są twoi rodzice? Może czas zadzwonić do opieki społecznej. Czemu tu siedzisz sama? Mówię ci po raz ostatni: wynoś się stąd, zanim zadzwonię!
Wtedy do sklepu podszedł mężczyzna, który nieświadomie był świadkiem tej sceny.
Wszedł do kwiaciarni akurat w momencie, gdy jakaś kobieta krzyczała na zdenerwowanego młodzieńca. To go zdenerwowało; nie znosił niesprawiedliwości, zwłaszcza wobec młodzieży.
„Czemu tak krzyczysz?” – zapytał ostro sprzedawczynię. „Krzyczysz na niego, jakby coś ukradł. Ale to tylko chłopiec.
– A kim ty w ogóle jesteś? – zapytała kobieta. – Jeśli nie rozumiesz, o co chodzi, nie wtrącaj się. O mało co nie ukradł bukietu!
– Oczywiście, „trochę ukradłem” – powiedział mężczyzna podniesionym głosem. – Sam go zaatakowałeś, jak drapieżnik polujący na swoją ofiarę! On potrzebuje pomocy, a ty mu grozisz. Czyś ty całkiem postradał sumienie?
Spojrzał na Paszę, który siedział skulonym w kącie i ocierał łzy z policzków.
– Cześć, kolego. Mam na imię Yura. Powiedz mi, dlaczego jesteś zdenerwowany. Chciałeś kupić kwiaty, ale nie miałeś pieniędzy?

Pasza szlochał, ocierał nos rękawem i mówił stłumionym, drżącym głosem:
– Chciałem kupić kalie. Do mojej mamy… Miała do nich wielki sentyment. Trzy lata temu zmarła… Dziś są jej urodziny. Chciałem pójść na jej grób i wręczyć jej kwiaty.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.