„Nie sądzę, żeby pewność siebie pasowała do mojego rozmiaru”.
„Rośnie”.
Bal maturalny nadszedł z bezchmurnym niebem i ciepłym, wiosennym powietrzem.
Z udekorowanej sali gimnastycznej dobiegała muzyka, a rodzice zebrali się na zewnątrz, żeby zrobić zdjęcia.
Olivia właśnie wysiadła z samochodu Ethana, gdy migające światła awaryjne oświetliły parking.
Wóz strażacki powoli podjechał w kierunku wejścia.
Uczniowie szemrali zmieszani.
Nauczyciele pospiesznie wyszli na zewnątrz.
Potem umundurowany strażak zszedł z wozu, niosąc małą drewnianą skrzynkę.
Spojrzał prosto na Olivię.
„Panna Carter?”
Jej serce zabiło mocniej.
„Tak?”
Strażak uśmiechnął się ciepło.
„Nazywam się Daniel Hayes”.
Zatrzymał się, zanim kontynuował.
„Dwadzieścia cztery lata temu wyniosłem małą sześcioletnią dziewczynkę z płonącego domu”.
Olivia zamarła.
Otworzył drewniane pudełko.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE