Jeszcze nie….
Pewność siebie Vivian rosła z każdym dokumentem, który jej prawnik wręczał sądowi.
Dokumenty bankowe. Zalecenia terapeutyczne. Poświadczony notarialnie list z zaniepokojeniem podpisany przez Masona. Nawet zdjęcia, na których wychodzę z gabinetu ojca późną nocą, z opuszczoną głową, w płaszczu ciasno owiniętym wokół siebie, niczym kobieta błąkająca się po ruinach.
„Dostęp do poufnych plików firmy uzyskała po północy” – stwierdził pan Bell. „Kilka razy”.
„Posiadam odpowiednie uprawnienia” – odpowiedziałem spokojnie.
„Do działu, którego nie nadzorujesz.”
“Prawidłowy.”
Mason zaśmiał się pod nosem. „Ona niczego nie nadzoruje”.
Sędzia Maren podniosła jeden palec.
Natychmiastowa cisza.
Pan Bell kontynuował: „Mamy również zeznania personelu domowego, które potwierdzają, że panna Vale zachowywała się nieobliczalnie po śmierci pana Vale’a. Pokłóciła się z panią Vale. Oskarżyła członków rodziny o kradzież”.
Vivian z gracją pochyliła głowę. „Wybaczyłam jej. Żal potrafi uczynić ludzi okrutnymi”.
Oglądałem, jak odgrywała smutek w sposób, w jaki aktorzy odgrywali role królewskie: elegancko, wyćwiczenie, pusto.
Mój ojciec poślubił Vivian, gdy miałem szesnaście lat. Weszła do naszego domu ubrana w drogie perfumy, jedwabne rękawiczki i z talentem do odkrywania, gdzie schowany jest każdy zamek. Zanim wyjechałem na studia prawnicze, zastąpiła gospodynię, księgowego, a w końcu nawet pielęgniarkę mojego ojc
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.