Kiedy Ricardo poznał Verónicę, myślał, że znalazł kogoś, z kim będzie mógł ułożyć sobie życie na nowo.
Byli małżeństwem od dwóch lat.
A ona nigdy mu nie powiedziała, że zna Marianę – ani skąd ją zna.
Wtedy nadszedł ostateczny cios.
– Pójdę porozmawiać z działem kadr – powiedziała Verónica. – Być może ta firma nie jest odpowiednim miejscem dla kogoś na twoim szczeblu.
Camila przeszła obok Mariany i znów strąciła na podłogę dokumenty, które ta właśnie uporządkowała.
– Ups. Znowu to samo.
Obie wyszły.
Ricardo ukrył się w niewielkim przedsionku i obserwował, jak mijają go, nie rozpoznając. Potem patrzył, jak jego córka po raz drugi zbiera wszystko z podłogi, podczas gdy dwoje pracowników udawało, że niczego nie widziało.
Nie interweniował.
Nie dlatego, że się bał.
Ale dlatego, że uświadomił sobie coś gorszego: cała ta sytuacja została wyreżyserowana.
Verónica przyszła na umówione spotkanie. Camila niosła próbki i dokumenty. Wybrały dzień urodzin Mariany, by ją upokorzyć.
Ricardo zostawił słoneczniki przy filarze i zadzwonił do Mauricio Cárdenasa, swojego zaufanego współpracownika.
– Chcę mieć wszystko na temat Grupo Áurea Moda. I chcę wiedzieć, od jak dawna Verónica wie, że Mariana tam pracuje.
Trzy godziny później Mauricio zjawił się w domu Ricarda z teczką.
Verónica wiedziała o pracy Mariany od co najmniej trzech tygodni; za posiłek z dyrektorem artystycznym zapłaciła wspólną kartą rodzinną.
Ale to był dopiero początek.
Przez prawie dwa lata z ich wspólnych kont dokonywano drobnych przelewów na konto fikcyjnej firmy, a stamtąd trafiały one na jedno z kont Camili.
Łączna suma: ponad 14 milionów peso.
Co więcej, prawnik zajmujący się majątkiem Ricarda od miesięcy wystawiał Verónice rachunki za „aktualizację testamentu”.
Mauricio zamknął teczkę.
– Jest jeszcze coś. Wyniki twoich badań z lipca wskazują na ślady świadczące o długotrwałym przyjmowaniu środków uspokajających.
Ricardo przypomniał sobie kieliszek wina, który Verónica nalewała mu każdego wieczora.
Zawsze ona.
Zawsze podawała mu go prosto do ręki.
I po raz pierwszy uświadomił sobie, że upokorzenie córki może nie być tym prawdziwym zagrożeniem. Nie mógł uwierzyć w to, co miał zaraz odkryć.
Część 2 znajduje się w komentarzach.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE