Spojrzałam ponad nim na kryształowy żyrandol, okazałe schody i importowane włoskie płytki, które wybrałam po trzech tygodniach porównywania próbek.
Nad kominkiem wisiał formalny portret rodzinny, który Daniel uparł się zamówić w drugim roku naszego małżeństwa.
On był w centrum zdjęcia, Evelyn trzymała go za ramię, a ja byłam nieco z tyłu, jak ktoś, kto zabłądził do domu niewłaściwej rodziny.
Evelyn uniosła jedwabną chusteczkę, żeby otrzeć łzy.
„Powiedziałam mu tylko, że powinien być wdzięczny” – powiedziała. „Niektóre kobiety wychodzą za mąż dla wygody i od razu zapominają o swoim miejscu”.
„W moim domu?” – zapytałam.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE