„Szpiegowałaś mnie”.
„Tak”.
„Zgłosiłaś wszystko”.
„Nie”.
Jej oczy się zwęziły.
„Co?”
„Przestałam zgłaszać osiemnaście miesięcy temu”.
„Dlaczego?”
Odwróciła wzrok.
„Ponieważ zgłoszenia przestały pasować do mężczyzny, którego faktycznie widziałam”.
Vincent zmarszczył brwi.
„Spodziewałam się potwora”.
Zamiast tego…
„Widziałam, jak potajemnie płacisz za operacje dzieci”.
„Widziałam, jak wysyłasz anonimowe granty”.
„Widziałam, jak dotrzymujesz obietnic, których politycy nigdy nie dotrzymują”.
„Zrobiłaś straszne rzeczy”.
Znów spojrzała mu w oczy.
„Ale nie jesteś tym mężczyzną, którego opisywali”.
Vincent nic nie powiedział.
Nigdy nie przejmował się tym, co myślą inni.
Jednak usłyszenie tych słów od kogoś, kto spędził trzy lata, obserwując każdą zwykłą chwilę jej życia, wydawało się dziwnie inne.
Z szafy…
Marcus zatrzymał się.
„Czekaj.”
Każdy mięsień w ciele Eleny napiął się.
„Czuję perfumy.”
Jeden z napastników roześmiał się.
„Stoisz w jej sypialni.”
„Nie.”
Marcus powoli się odwrócił.
„Służąca.”
Jego kroki były coraz bliżej.
Bliżej.
Bliżej.
Klamka szafy drgnęła.
Zamknięta.
Marcus zmarszczył brwi.
„Elena?”
Brak odpowiedzi.
„Otwórz drzwi.”
Vincent sięgnął pod sukienkę Eleny po pistolet.
Złapała go za nadgarstek.
„Jeszcze nie.”
Głos Marcusa stwardniał.
„Elena.”
„Wiem, że tam jesteś.”
Cisza.
Potem…
Bang!
Drzwi szafy gwałtownie zatrzasnęły się w środku.
Drzazgi drewna roztrzaskały drogie garnitury.
Marcus uniósł pistolet.
Jego uśmiech zniknął.
„…Wujku.”
Przez wieczność…
Nikt się nie ruszył.
Marcus spojrzał z Vincenta…
Na Elenę…
Przez pistolet w dłoni Vincenta.
Wtedy wszystko eksplodowało.
Wystrzały roztrzaskały lustra.
Szkło eksplodowało w sypialni.
Vincent pchnął Elenę za siebie, gdy kule przebijały wiszące kurtki.
Marcus rzucił się za łóżko.
Dwóch uzbrojonych mężczyzn rzuciło się naprzód.
Vincent strzelił dwa razy.
Lata instynktu nie osłabły.
Obaj mężczyźni upadli, zanim dotarli do szafy.
Marcus odpowiedział ogniem.
Kulka musnęła ramię Vincenta.
Elena rzuciła ją w ścianę ukrytą za garniturami.
„Tu!”
Nacisnął mały mosiężny haczyk.
Klik.
Fragment ściany się otworzył.
Vincent zajrzał do środka.
„Tunel?”
Skinęła głową.
„Znalazłam go podczas remontu.”
„Nikomu nie powiedziałeś?”
„Miałam nadzieję, że nigdy go nie będę potrzebować.”
Zniknęli w ciemności, gdy kolejna seria strzałów przetoczyła się przez szafę.
Marcus krzyknął za nimi.
„Zamknąć wszystkie wyjścia!”
„Nie mogą wydostać się z tego domu żywi!”
Tunel pachniał wilgotnym betonem i zapomnianą historią.
Nad nimi migotały światła awaryjne.
Vincent szedł szybko, mimo że rękaw przesiąknięty był krwią.
Elena została przy nim.
„Ty to zbudowałeś?”
„Mój dziadek to zrobił.”
„Z powodu wojny.”
„Nikt żywy nie powinien wiedzieć o jego istnieniu.”
Rozejrzał się.
„Marcus nie wiedział.”
Mina Vincenta pociemniała.
„Co oznacza, że nadal mamy przewagę”.
Zza ich pleców dobiegły odległe kroki.
„Podążają za nami”.
„Znaleźli inne wejście”.
Vincent skinął głową.
„Zawsze je znajdą”.
Tunel się rozwidlał.
Lewa odnoga prowadziła w stronę rzeki.
Prosto przy starej piwnicy z winami.
Elena złapała go za ramię.
„Rzeka”.
Vincent się nie ruszył.
„Nie”.
„Będą oczekiwać, że uciekniemy”.
Zamiast tego…
Uśmiechnął się.
Uśmiechem tak zimnym, że Elena prawie go nie poznała.
„Spędzili miesiące planując, jak zabić Vincenta Torino”.
„Zapomnieli o jednej rzeczy”.
„Co to jest?”
„Nadal są w moim domu”.
Część 3 – Zakończenie
Marcus wszedł do podziemnego pomieszczenia kontrolnego pod rezydencją.
Było puste.
„Ani śladu po nich”.
Uderzył pięścią w stalową szafkę.
„Nie mogli po prostu zniknąć”.
Jeden z ocalałych strzelców wyglądał na zdenerwowanego.
„A co, jeśli uciekli?”
Marcus pokręcił głową.
„Nie”.
„Wyjścia są zablokowane”.
„Są uwięzieni”.
Głos rozbrzmiał echem w głośnikach.
„Nie”.
Marcus zamarł.
Vincent.
Uspokój się.
Resztę znajdziesz na następnej stronie.
Jasne.
Nagle wszystkie monitory się rozświetliły.
Marcus spojrzał.
Wszystkie ukryte kamery w rezydencji znów były aktywne.
Jego twarz pojawiła się na dwunastu ekranach.
Za nim…
Pozostali strzelcy rozejrzeli się w panice.
Marcus wyszeptał:
„…Niemożliwe”.
Głos Vincenta ponownie rozbrzmiał echem.
„Wyłączyłeś widoczny system bezpieczeństwa”.
„Nigdy nie znalazłeś prawdziwego”.
Marcus powoli się odwrócił.
Ukryte stalowe drzwi zamknęły się za podziemnym pomieszczeniem.
Jeden.
Dwa.
Trzy.
Wszystkie wyjścia zostały zablokowane.
„Co zrobiłeś?”
Vincent odpowiedział beznamiętnie.
„Mój dziadek nikomu nie ufał”.
„Więc zbudował ostateczne zabezpieczenie”.
Marcus strzelił do drzwi.
Nic się nie stało.
Kultury odbiły się nieszkodliwie od wzmocnionej stali.
Potem z górnych otworów wentylacyjnych cicho syknął gaz.
Uzbrojeni mężczyźni zakaszleli.
Marcus zakrył twarz.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE