Znałam to uczucie – kiedy kłamstwo rośnie, aż samo zaczyna rządzić. Ale druga część mnie myślała o tych trzech latach. O każdym telefonie, w którym współczułam jej tego ciężaru. O każdym moim poczuciu winy, że to ona dźwiga, a ja siedzę i wydaję leki.
– Nie wiem, co teraz będzie, Celina – powiedziałam w końcu. – Ale wiem, że tak nie mogę. Muszę to przemyśleć.
Rozłączyłam się. Autobus z powrotem do Płocka odjeżdżał za godzinę. Usiadłam na ławce przy przystanku i patrzyłam na dom, w którym się wychowałam. Na jabłonkę, na dach, na okno mojego dawnego pokoju.
I myślałam o tym, jak dziwnie życie się kręci. Przez lata bałam się tego domu. Bałam się wspomnień, smutku po rodzicach, ciężaru, jaki ze sobą niósł. Celina wzięła go na siebie, a ja odetchnęłam z ulgą. Może gdybym chociaż raz pojechała, chociaż raz sprawdziła – wszystko potoczyłoby się inaczej.
Minęły trzy tygodnie. Z Celiną rozmawiałyśmy dwa razy, krótko i sucho. Ogłoszenie zniknęło z portalu. Zanim podejmę jakąkolwiek decyzję – o domu, o pieniądzach, o siostrze – muszę najpierw zrozumieć jedną rzecz. Nie to, dlaczego Celina mnie okłamała. To akurat rozumiem. Muszę zrozumieć, dlaczego przez trzy lata nawet raz nie wsiadłam w autobus, żeby sprawdzić.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE