Zawsze brał butelkę z najwyższej półki szafki, sam nalewał sobie ciemnego płynu i czekał, aż opróżnię szklankę.
„Szklanka, żeby uczcić kolejny dzień spędzony razem” – mawiał zawsze.
Kiedy byliśmy nowożeńcami, wydawało mi się to nawet romantycznym zwyczajem. Myślałam, że Victor po prostu chce, żebyśmy spędzili razem kilka cichych minut pod koniec każdego dnia.
Z biegiem lat ten zwyczaj stał się ważną częścią naszej rutyny.
Nie miało znaczenia, czy byłam zmęczona, czy miałam ciężki dzień, czy wolałabym coś innego. Victor zawsze przygotowywał te dwie szklanki.
„Wolałbym dziś wieczorem coś innego” – powiedziałem mu pewnego dnia.
„To po prostu nasz mały rytuał”.
„Dlaczego to dla ciebie takie ważne?”
Victor uśmiechnął się.
„Bo lubię dzielić z tobą tę chwilę”.
W końcu usiadłem obok niego.
Napój miał bardzo specyficzny aromat i dość gorzki smak. Czasami pozostawiał dziwne uczucie w gardle, a innym razem lekki metaliczny posmak.
Najdziwniejsze było to, że Victor nigdy go nie proponował naszym gościom.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE