na koncie.
Moim.
Wpatrywałam się w tę kwotę, nie mogąc pojąć tego, co widzę.
Były tam wszystkie wypłaty emerytalne z tamtych lat.
Prawie nic z tego nie zostało wydane.
Ale wtedy zauważyłam coś jeszcze.
Przy niemal każdej wpłacie widniał kolejny przelew.
Od Roberta.
Podniosłam wzrok.
– Co to jest?
Usiadł obok mnie.
– Twoje pieniądze.
– Ale przecież zawsze mówiłeś…
– Wiem, co mówiłem.
Wziął głęboki oddech.
– Kiedy zmarł mój ojciec, moja matka nie miała niczego zapisanego na własne nazwisko. Po czterdziestu latach małżeństwa…
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE