Robert wyciągnął z teczki kolejny dokument.
Były to zaktualizowane dokumenty własności naszego domu.
Na moje nazwisko.
– Robert…
Chwycił mnie za rękę.
– Często słyszałaś ode mnie: „Nie potrzebujesz pieniędzy”.
Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
– Tak – przyznał. – Powiedziałem to w najgorszy możliwy sposób.
Zaśmiałam się przez łzy.
On również.
– Chodziło mi właściwie o to, że
nigdy nie chciałem, żebyś żyła w strachu, iż w razie mojej nieobecności zostaniesz z niczym. Chciałem, żebyś wiedziała, że pewnego dnia – bez względu na to, co się wydarzy – będziesz zabezpieczona. Do tego stopnia, że…
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE