Z włączoną blokadą.
Ten dźwięk przeszył mi pierś.
„Nie powinnaś była tego robić” – powiedział.
Cofnęłam się o krok, celując w niego nożem.
„Nie podchodź bliżej”.
Spojrzał na nóż i zaśmiał się krótko, niemal smutno.
„Lucía, posłuchaj. To nie stało się tak, jak myślisz”.
„Zamknij się!” – krzyknęłam łamiącym się głosem. „Kim była Mariana? Co jej zrobiłaś?”
Po raz pierwszy coś się zmieniło na jego twarzy.
Irytacja.
Zmęczenie.
Może złość.
„Była moją żoną, zanim ty się z nią ożeniłeś” – powiedział. „I nadal była prawnie zamężna. Zamierzałem to naprawić”.
Czułam, że nie mogę oddychać.
Przed mną.
Legalnie.
Osiem lat.
Osiem lat życia z żonatym mężczyzną.
Ale to nie było najgorsze.
„W wiadomościach piszą, że zaginęła” – wyszeptałam. „W liście jest mowa o drodze. Krew. Karetka.”
Zacisnął usta.
Zrobił krok w moją stronę.
„To był wypadek.”
„Uderzyłem w kogoś innego.”
„Nie wierzę ci.”
„To był wypadek!” – powtórzył głośniej. „Pokłóciliśmy się w ciężarówce. Chciała wysiąść. Padał deszcz. Poślizgnęła się. Uderzyła się w głowę. Wszędzie była krew. Ja… spanikowałam.”
Wpatrywałam się w niego, nie mogąc mrugnąć.
„A ty pozwoliłeś jej umrzeć.”
Jego milczenie odpowiedziało jako pierwsze.
Potem się odezwał.
„Nie oddychała.”
„Dzwoniłeś do kogoś?”
Nie odpowiedział.
„Dzwoniłeś do kogoś?”
„Nie.”
To słowo uderzyło jak kamień.
Nie. Nie.
Nie zadzwonił.
Nie prosił o pomoc.
Nie dał żadnego ostrzeżenia.
Ona tylko sprzątała.
Ukrył się.
Podróżował.
Kłamał.
A ona leżała obok mnie każdej nocy, wdychając zapach kolejnej martwej kobiety.
Wtedy w oddali rozległ się dźwięk syreny.
Bardzo słaby.
Ale prawdziwy.
Alejandro też to usłyszał.
Odwrócił głowę na ledwie sekundę.
I w tym momencie wiedziałam, że wszystko zaraz runie raz na zawsze.
Bo kiedy znów na mnie spojrzał, w jego oczach nie było żadnego wyjaśnienia.
Była decyzja.
I zrobił kolejny krok w moją stronę.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE