„Jeśli cię uszczęśliwia, to tylko to się liczy” – powiedziałem, szybko mrugając i odwracając wzrok.
Robin nosiła tę kurtkę do szkoły każdego ranka, bez wyjątku. Była taka szczęśliwa… aż do popołudnia, kiedy wróciła do domu. Wiedziałam, że coś jest nie tak, gdy tylko zobaczyłam jej twarz.
Weszła przez frontowe drzwi z czerwonymi oczami i rękami splecionymi po bokach – tak właśnie Robin robi, kiedy stara się nie płakać i nie chce, żeby ktokolwiek zauważył.
W chwili, gdy zobaczyłam jej twarz, wiedziałam, że coś jest nie tak.
Miała kurtkę przerzuconą przez ręce zamiast przez ramię i z drugiego końca pokoju widziałam, że była podarta – z wyraźnym rozdarciem wzdłuż lewego szwu i kawałkiem oderwanym przy kołnierzu.
Wyciągnęłam rękę, a siostra bez słowa mi ją podała.
Robin powiedziała mi, że jacyś chłopcy ze szkoły ukradli jej kurtkę podczas przerwy obiadowej. Złapali ją, pociągnęli, a nawet pocięli nożyczkami, cały czas się śmiejąc. Zanim ją oddali, szkody już były wyrządzone.
Spodziewałam się, że będzie zdruzgotana kurtką. Zamiast tego, Robin stała w mojej kuchni i przepraszała mnie tak głośno, jakby zrobiła coś złego.
Spodziewałem się, że będzie załamana z powodu kurtki.
„Przepraszam, Eddie. Wiem, jak ciężko dla niej pracowałeś. Bardzo mi przykro”.
Odłożyłem kurtkę i spojrzałem na nią.
„Robin… przestań”.
Ale ona wciąż przepraszała, a to bolało bardziej niż cokolwiek innego.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE