Sofía wzięła głęboki oddech, wygładziła czarną spódnicę – jedyną elegancką, jaką posiadała – i pewnym krokiem ruszyła w stronę recepcji. Odgłos jej obcasów stukających o marmurową posadzkę niósł się po wnętrzu, w którym czuć było dyskretny luksus najbardziej prestiżowej kancelarii prawnej w mieście. – Dzień dobry, nazywam się Sofía Méndez, jestem nową sekretarką pana Arteagi – powiedziała z pewnością siebie, której w rzeczywistości wcale nie czuła. Kobieta w średnim wieku o nienagannej fryzurze spojrzała na nią znad okularów. – Jest pani punktualnie.
– Pan Arteaga nie znosi spóźnień. Czeka na panią Carmen; wyjaśni pani, na czym polegają obowiązki. – Sofía poszła za Carmen – starszą kobietą o łagodnym obliczu, lecz bystrym spojrzeniu – przez korytarze, w których prawnicy w drogich garniturach rozmawiali ściszonymi głosami o wielomilionowych sprawach. Był to świat zupełnie inny od tego, który znała ona – świat, w którym każdy miesiąc oznaczał walkę o opłacenie leków dla matki. – Pan Arteaga jest bardzo wymagający – wyjaśniła Carmen, wskazując jej biurko. – Wymaga absolutnej punktualności, nienagannej organizacji i pełnej dyskrecji.
– Nigdy, pod żadnym pozorem, nie przerywaj mu, gdy prowadzi ważną rozmowę telefoniczną. – Sofía skinęła głową, zapamiętując każdą wskazówkę. – Kiedy go poznam? – Czeka na panią już teraz, by przekazać pierwsze polecenia. – Carmen ściszyła głos. – Niech się pani nie przestraszy, jeśli wyda się chłodny. Taki jest wobec wszystkich. – Gabinet Fernanda Arteagi wyglądał dokładnie tak, jak wyobrażała to sobie Sofía: był elegancki, stonowany i onieśmielający. Wielkie okna zapewniały panoramiczny widok na miasto. Dwie ściany w całości zajmowały regały z ciemnego drewna, a w pomieszczeniu dominowało potężne biurko.
Pięćdziesięciotrzyletni mężczyzna podpisywał dokumenty, nie podnosząc wzroku. Jego idealnie przystrzyżone, siwiejące włosy i garnitur szyty na miarę emanowały władzą i bogactwem. Kiedy w końcu podniósł wzrok, Sofía poczuła niewytłumaczalny dreszcz. Miał szare oczy – przenikliwe i dziwnie smutne. – Panno Méndez – powiedział głębokim głosem – proszę usiąść. Sofía usłuchała, zauważając, że prawnik niemal nie patrzył jej w oczy. – Pani życiorys jest skromny, ale opinie z uczelni – znakomite. Mam nadzieję, że wykaże się pani tutaj takim samym zaangażowaniem.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE