„Połowa świata ma zielone oczy”.
„Miała też małą bliznę w kształcie półksiężyca pod prawym łokciem”.
Zatrzymałem oddech.
Lucia nadal jadła ciasto.
Wpatrywałem się w Margaret.
„Moja matka miała taki.”
Adrian pochylił się do przodu.
„Wiesz, jak ona to zdobyła?”
„Powiedziała, że spadła z drzewa.”
Margaret wydała z siebie słaby dźwięk.
Śmiech i szloch przeplatały się ze sobą.
“Tak.”
Nie mogłem mówić.
Margaret spojrzała na swoje dłonie.
Miała dziewięć lat. Ojciec zabronił nam wspinać się na jabłonie za domem. Oczywiście Eleanor uznała, że w tym celu musi wspiąć się na najwyższą.
W pokoju zrobiło się odlegle.
Moja matka opowiedziała mi tę historię.
Nie często.
Ale dość.
Powiedziała, że ścigała się z inną dziewczyną.
Nigdy nie podała imienia tej dziewczyny.
Margaret kontynuowała.
„Poślizgnęła się, próbując dosięgnąć gałęzi. Próbowałem ją złapać.”
Jej uśmiech drżał.
„Oboje skończyliśmy w błocie”.
Szepnąłem: „Powiedziała, że jej siostra złamała przedni ząb”.
Margaret dotknęła swoich ust.
Jej oczy natychmiast się zaszkliły.
“Tak.”
Adrian spuścił wzrok.
Poczułem się, jakby ktoś otworzył drzwi w moim życiu i ukazał za nimi inny korytarz.
Wszystko wyglądało znajomo.
I nic się nie stało.
„Dlaczego miałaby zmienić swoje imię?”
Uśmiech Margaret zniknął.
“Nie wiemy.”
„Dlaczego odeszła?”
“Tego też nie wiemy.”
Spojrzałem na nią.
“Powiedziałeś, że zniknęła.”
Margaret powoli skinęła głową.
„To wydarzyło się w 1989 roku”.
Moja matka miałaby wtedy dziewiętnaście lat.
“Ona po prostu zniknęła?”
„To nie wszystko”.
Adrian poruszył się na krześle.
Margaret spojrzała na niego.
Nie przerwał.
Odwróciła się do mnie.
„Moja rodzina była wtedy inna”.
“Jak inaczej?”
Zastanowiła się nad pytaniem.
„Byliśmy bogatsi, niż byliśmy mądrzy”.
Nie tego się spodziewałem.
„Mój ojciec uważał, że wszystko ma swoje miejsce. Szkoły. Kariery. Przyjaźnie. Małżeństwa”.
Zrozumiałem natychmiast.
„A Eleanor się nie zgodziła”.
Margaret prawie się uśmiechnęła.
„Eleanor rzadko zgadzała się z kimkolwiek”.
To brzmiało dokładnie jak moja matka.
„Chciała tańczyć zawodowo” – powiedziała Margaret. „Mój ojciec odmówił”.
Moje serce znów zaczęło walić.
“Ona chciała zatańczyć?”
“Bardziej niż cokolwiek innego.”
Przypomniało mi się maleńkie studio, w którym moja mama uczyła dzieci z sąsiedztwa.
Pęknięte lustra.
Przeciekający sufit.
Znak, który sama namalowała:
SZKOŁA TAŃCA ROSE BENNETT.
Uwielbiała to miejsce.
Nawet wtedy, gdy ledwo starczało nam na opłacenie czynszu.
Nawet gdy liczba zapisów spadła.
Nawet gdy artretyzm zaczął powodować sztywnienie jej rąk.
Przełknęłam ślinę.
„Została nauczycielką tańca”.
Margaret zamknęła oczy.
„Oczywiście, że tak.”
Tyle smutku było w tych czterech słowach, że nie mogłem na nią patrzeć.
Lucia odsunęła pusty talerz.
„Babcia Rose uczyła mnie baletu”.
Margaret spojrzała na nią.
“Naprawdę?”
Lucia skinęła głową z dumą.
„Potrafię zrobić piruet, ale czasami się przewracam.”
“Każdemu człowiekowi zdarza się czasem upaść.”
“Nawet ty?”
Margaret się uśmiechnęła.
“Szczególnie ja.”
Lucia uznała to za dopuszczalne.
Po czym zsunęła się z sofy.
“Czy potrafię rysować?”
Adrian znalazł papier i kolorowe kredki w szafce obok biurka.
W ciągu kilku minut Lucia leżała już na dywanie, szkicując coś, co wyglądało na fioletowy zamek.
Dorośli powrócili do przeszłości.
„Co się wydarzyło w 1989 roku?” zapytałem.
Dłonie Margaret zacisnęły się.
„Eleanor spotykała się z kimś”.
“Kto?”
“Nigdy nie wiedzieliśmy.”
“Nigdy?”
„Ona nam nie powiedziała”.
Adrian dodał: „Mój pradziadek miał opinię człowieka, który wtrącał się w związki, których nie akceptował”.
Margaret spojrzała na niego.
„To jest uprzejma wersja.”
Skinął głową.
“Podejrzewałem.”
Odwróciła się do mnie.
„Eleanor stała się skryta. Niespokojna. Aż pewnego ranka zniknęła”.
“Żadnej notatki?”
“Jeden.”
Moje serce podskoczyło.
„Co tam było napisane?”
Margaret wyrecytowała to z pamięci.
„Potrzebuję życia, które należy do mnie”.
Czekałem.
“To wszystko?”
“To było wszystko.”
“Szukałeś jej?”
„Przez lata.”
Odpowiedź nadeszła natychmiast.
„Prywatni detektywi. Przyjaciele. Byli koledzy z klasy. Szkoły tańca. Szpitale. Akta małżeństw”.
„I nikt nie odnalazł Rose Bennett?”
“NIE.”
„Jak to możliwe?”
„Nie szukaliśmy Rose Bennett”.
Zmarszczyłem brwi.
Margaret spojrzała w stronę ognia.
„Zakładaliśmy, że w końcu się z nami skontaktuje”.
„Ale tego nie zrobiła”.
“NIE.”
“Ani razu?”
Margaret pokręciła głową.
Nie mogłem tego pogodzić.
Moja matka była kochająca.
Skomplikowane, z pewnością.
Prywatny.
Uparty.
Ale kochający.
Dlaczego miałaby porzucić siostrę, która wyraźnie ją uwielbiała?
Musiało być coś więcej.
„Czy bała się twojego ojca?”
Margaret zawahała się.
“Czasami.”
Wyraz twarzy Adriana uległ zmianie.
Margaret zauważyła.
„Zasługujesz na prawdę” – powiedziała do mnie. „Ale nie chcę zamieniać skomplikowanego człowieka w potwora, bo nie ma go tu, żeby sam za siebie odpowiadać”.
Doceniałem to bardziej, niż ona prawdopodobnie zdawała sobie z tego sprawę.
„Jaki on był?”
„Kontrolowanie”.
Powiedziała to ostrożnie.
„Uważał, że posłuszeństwo i miłość to to samo”.
Słowa mojej matki niespodziewanie odbiły się echem w mojej pamięci.
Nigdy nie pozwól, aby ktokolwiek pomylił troskę o ciebie z wyborem własnego życia.
Mówiła tak za każdym razem, gdy wątpiłam w siebie.
Zawsze zakładałem, że to kwestia doświadczenia.
Być może tak było.
„A co z twoją matką?” zapytałem.
Wyraz twarzy Margaret złagodniał.
„Była łagodniejsza. Ale rzadko mu się stawiała”.
„Kobieta, która napisała tę piosenkę?”
“Tak.”
Spojrzałem na Lucię.
Nuciła melodię podczas kolorowania.
Ścisnęło mnie w gardle.
„Dlaczego ona to napisała?”
Margaret uśmiechnęła się smutno.
„Kiedyś baliśmy się burz.”
To sprawiło, że zamrugałem.
“Żartujesz.”
„Nie. Zwłaszcza Eleanor.”
„Moja matka uwielbiała burze.”
Margaret cicho się zaśmiała.
„Potem nastąpiła poprawa”.
Komentarz był tak zwyczajny, że coś we mnie pękło.
Ja też się śmiałem.
Potem zasłoniłem usta.
Nagle napłynęły mi łzy.
Nienawidziłam płakać w obecności obcych ludzi.
Z drugiej strony Margaret nie czuła się już zupełnie obca.
To mnie jeszcze bardziej przestraszyło.
“Przepraszam.”
“Nie musisz.”
“Nie wiem, co mam czuć.”
“Ani ja.”
Jej uczciwość dodała mi otuchy.
Otarłem oczy.
Adrian milczał.
Nie odłączone.
Pełen szacunku.
Spodziewałem się, że ktoś taki jak on będzie dominował w każdej rozmowie. Zamiast tego wydawał się wręcz celowo starać się tego uniknąć.
W końcu na niego spojrzałem.
„Gdzie ty się w tym wszystkim odnajdujesz?”
Margaret odpowiedziała zanim zdążył.
„Matka Adriana była córką mojej starszej siostry”.
Zmarszczyłem brwi.
“Twoja starsza siostra?”
Margaret skinęła głową.
“Było nas trzech.”
To mnie zaskoczyło.
„Powiedziałeś, że ta piosenka została napisana dla dwóch córek.”
“Tak było.”
Cień przemknął przez jej twarz.
„Nasza najstarsza siostra, Catherine, nienawidziła tańca”.
Adrian uśmiechnął się lekko.
„Moja babcia wolała konie”.
Margaret przewróciła oczami.
„Preferowane jest hojne. Kiedyś przyprowadziła kucyka do kuchni”.
Lucia spojrzała w górę.
“Prawdziwy kucyk?”
“Bardzo prawdziwy kucyk.”
„Czy coś zjadło?”
“Kompozycja kwiatowa.”
Lucia się zaśmiała.
Margaret zaśmiała się razem z nią.
I na pół minuty w pokoju zrobiło się prawie normalnie.
Potem Adrian powiedział: „Moja babcia Catherine zmarła osiem lat temu”.
“Przepraszam.”
“Dziękuję.”
Spojrzał w stronę Margaret.
„Ciocia Margaret jest ostatnią żyjącą osobą, która znała Eleanor przed jej zniknięciem”.
Wyraz twarzy Margaret uległ zmianie.
„To nie jest do końca prawda”.
Adrian spojrzał na nią.
“Co?”
Wpatrywała się w ogień.
“Jest ktoś jeszcze.”
W pokoju zapadła cisza.
„Kto?” zapytałem.
Margaret nie odpowiedziała od razu.
Potem wstała.
“Muszę ci coś pokazać.”
Podeszła do starego biurka stojącego przy oknie.
Z dolnej szuflady wyjęła cienką skórzaną teczkę.
Ostrożnie zaniosła go z powrotem.
„To należało do Catherine.”
Adrian wyglądał na zaskoczonego.
“Nigdy mi tego nie pokazałeś.”
„Obiecałem jej, że tego nie zrobię, jeśli Eleanor się nie znajdzie”.
Margaret usiadła.
„Albo chyba, że miałbym powody sądzić, że tak było”.
Znów zrobiło mi się zimno w ręce.
Otworzyła folder.
W środku znajdowały się zdjęcia.
Dziesiątki.
Większość była stara.
Niektóre czarno-białe.
Niektóre kolorowe wydruki są wyblakłe.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE