…że nie puści.
Przejechała więc kawałek ulicy, zanim zorientowała się, że on już to zrobił.
– Mówiłeś, że nie puścisz! – krzyknęła.
Brandon biegł za nią, śmiejąc się.
– A jednak wciąż jedziesz.
Próbowała się dalej złościć.
Trwało to może trzy sekundy.
Potem rzuciła mu się w ramiona.
Tak właśnie wyglądał ich związek.
Zanim Brandon mi się oświadczył, on i Lisa mieli już swoje rytuały, wewnętrzne żarty i drobne sprzeczki.
Oświadczył się w domu, po kolacji, bo wiedział, że nie cierpię być w centrum uwagi publicznie.
Lisa powinna była już spać.
Okazało się jednak, że czaiła się tuż za rogiem.
Gdy tylko Brandon ukląkł, usłyszałam ciche westchnienie dochodzące z korytarza.
Lisa wbiegła do pokoju.
– Bierzecie ślub?
Brandon wciąż trzymał w dłoni pierścionek.
– To zależy…
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE