Moja macocha kazała ochronie usunąć mnie z hotelu należącego do mojego ojca – na oczach dwustu gości. Ojciec nie zareagował. Ja też nie protestowałem; po prostu położyłem na stole kopertę i wyszedłem. Czterdzieści trzy minuty później mój telefon zaczął dzwonić bez przerwy. Gdy licznik wskazał sześćdziesiąt osiem nieodebranych połączeń, wiedziałem, że w końcu przeczytali to, co moja matka napisała dwadzieścia dwa lata wcześniej. O północy dobijali się do moich drzwi.