„Co ty?”
„Ponieważ odmówiliście współpracy, zaczęliśmy działać bez was”.
„To oryginały” – powiedziałem. „Gdzie one są?”
„W magazynie. Nie martw się, są bezpieczne.”
To, jak swobodnie to powiedziała, sprawiło, że coś we mnie pękło na dobre. Te obrazy nie były dekoracyjnym bałaganem. Muzea kiedyś prosiły o ich wypożyczenie. Naukowcy je cytowali. Kolekcjonerzy o nie pytali. Były dziełem mojego życia.
„Chcę ich z powrotem. Natychmiast.”
Jej twarz pozostała płaska.
„Już ich tu nie ma. Raph zabrał je do magazynu dziś rano.”
„Bez mojego pozwolenia? Te dzieła są warte tysiące dolarów”.
Przewróciła oczami.
„To rysunki botaniczne, mamo. Nikogo nie obchodzą te przestarzałe szkice”.
Odstawiłam filiżankę zanim zdążyła wyślizgnąć się z mojej nagle zdrętwiałej dłoni.
„Gdzie jest Rafferty?”
„Na spotkaniu z naszym prawnikiem. Omawiamy nasze prawa do tej nieruchomości.”
Nie sprzeciwiałem się. Obszedłem ją i sięgnąłem po telefon.
„Który obiekt magazynowy?”
„Czemu ci zależy? W końcu je odzyskasz.”
Uspokoiłem głos.
„Jesseline, te dzieła są moją własnością intelektualną. Zabranie ich bez mojej zgody to kradzież”.
Roześmiała się ostro i szkliście.
„Naprawdę zamierzasz wezwać policję z powodu swoich obrazów? To będzie wyglądać wspaniale dla nas obu w Thornfield.”
Myślała, że to mnie powstrzyma.
Nie.
Zadzwoniłem na numer alarmowy wydziału policji w Port Harville.
Jej krzesło głośno zaskrzypiało po podłodze, gdy gwałtownie wstała.
„Nie odważyłbyś się.”
Spojrzałem na nią prosto i zacząłem mówić wyraźnie do telefonu.
„Tak, chcę zgłosić kradzież. Nazywam się Teresa Thornwick. Moja córka i zięć bez pozwolenia zabrali cenne dzieła sztuki z mojego domu i nie chcą mi powiedzieć, gdzie zostały zabrane”.
Gdy mówiłem, na twarzy Jesseline malowało się najpierw szok, potem wściekłość, a potem kalkulacja. Chwyciła swój telefon i pospiesznie wyszła na korytarz, mówiąc cicho, natarczywie.
Dziesięć minut później, gdy właśnie kończyłem rozmowę, Rafferty wpadł przez drzwi wejściowe, czerwony na twarzy i trzęsąc się ze złości.
„Co ty, do cholery, wyprawiasz?”
„Ochrona mojej własności”.
„To tylko stare rysunki.”
„Wzięłaś je bez mojej zgody i ukryłaś przede mną.”
Wtrąciła się Jesseline.
„Są w Port Harville Storage przy Harbor Road, lokal 217. Tam. Jesteś teraz zadowolony?”
„Nie” – powiedziałem. „To zaszło za daleko. Chcę, żeby wszystko było udokumentowane”.
Rafferty podszedł bliżej.
„Nie masz pojęcia, z kim masz do czynienia. Mam znajomości w tym mieście. Jeden telefon i twoja reputacja jest skończona”.
Lekko podniosłem telefon, aby upewnić się, że dyktafon jest włączony.
„Czy to groźba?”
Zamarł, zdał sobie sprawę z tego, co robię, i poruszył się.
„Stwierdzam fakty.”
„Wtedy zobaczymy, czyje fakty są bardziej wiarygodne” – powiedziałem. „Mam rejestry własności i raport policyjny”.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.