Pojechałem więc do jego biura i czekałem.
Wysłałem mu SMS-a: „Co chcesz na obiad?”
Odpowiedział kilka minut później: „Spóźnione spotkanie. Nie czekaj na mnie”.
Poczułem mdłości.
Dwadzieścia minut później wysiadł i odjechał. Pojechałem za nim.
Po prawie czterdziestu minutach zaparkował na parkingu szpitala dziecięcego, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie leczono Owena. Wyjął pudła z bagażnika i wszedł do środka.
Dyskretnie poszedłem za nim.
Przez wąskie okno widziałem, jak się przebiera i zakłada jaskrawy, a zarazem śmieszny strój: za duże szelki, kraciasty płaszcz i czerwony nos klauna.
Następnie dołączył do oddziału pediatrii.
Dzieci zaczęły się uśmiechać, zanim jeszcze do nich dotarł. Rozdawał zabawki, żartował i celowo przewracał nogami, żeby je rozśmieszyć.
Pielęgniarka uśmiechnęła się i zawołała do niego: „Profesorze Śmiechu”.
Zamarłem.
Nic z tego nie odpowiadało podejrzeniom, jakie wywołał list Owena.
„Charlie” – zawołałem cicho.
Odwrócił się, a jego uśmiech natychmiast zniknął.
„Co tu robisz?”
„To właśnie pytanie powinienem ci zadać.”
Pokazałem mu list.
Jego twarz została roztrzaskana.
„Powinienem był ci powiedzieć” – mruknął.
„Więc powiedz mi teraz.”
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.