Sobotni poranek nadszedł wraz z dźwiękiem mojego telefonu na kuchennym blacie. Imię Richarda pojawiło się na ekranie, zanim jeszcze nalałam sobie kawy.
Odebrałam po trzecim dzwonku, już szykując się na najgorsze.
„Meghan, kochanie, zmiana planów” – powiedział, pogodny jak zawsze. „Zapomnij o dzisiejszym grillu. Przenoszę go na jutro i idę na całość. Sześciu facetów z klubu. Wieczór z najlepszymi stekami. Żeberka wołowe, dobre, nie te śmieci z supermarketu”.
Chwyciłam się krawędzi blatu.
„Sześć osób, Richard? To oprócz ciebie i Lindy”.
„Oczywiście. Zrób też jakieś fajne dodatki. Pieczone szparagi, może te małe ziemniaczki, które zwykle robisz. I niech to ładnie wygląda, okej? To ważni ludzie”.
Zamknęłam oczy.
„Richard, to kupa pieniędzy i dużo pracy w tak krótkim czasie”.
„Och, nie dramatyzuj. Dasz radę. Zawsze dajesz radę”.
Połączenie urwało się, zanim zdążyłam odpowiedzieć.
Stałam z telefonem w dłoni, wpatrując się w ekran, aż zrobił się czarny. Mark wszedł w swojej weekendowej flanelowej koszuli, zobaczył moją twarz i stanął w drzwiach.
„To był on, prawda?”
„On jest
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE