Jazda samochodem była ćwiczeniem hiperczujności. Mama co chwila obracała się na siedzeniu, a jej oczy błyszczały drapieżnie. „Jesteś mądra, Jennifer? Myślisz, że prawdziwy świat przejmuje się tym, że „mądra” dziewczyna się boi?” Za każdym razem, gdy próbowałam zniknąć w tapicerce, naciskali jeszcze mocniej, szturchając moją psychikę jak dzieci uwięzionego owada.
Cliffhanger: Gdy panorama Chicago wznosiła się niczym poszarpana ściana ze szkła i stali, z nagłym, ostrym przerażeniem uświadomiłam sobie, że ta podróż nie była resetem – to była pułapka.
Rozdział 4: Kolumna Union Station
Dotarliśmy na Union Station około południa. Ogrom budynku był przytłaczający. Tysiące nieznajomych przewalało się obok nas, chaotyczna rzeka garniturów, toczących się bagaży i pilnych odjazdów. Czułam się jak bezkotwiczona łódź w czasie burzy.
Mama wskazała na masywną marmurową kolumnę przy głównym wejściu. „Poczekajcie tu, aż znajdziemy lepsze miejsce parkingowe i zjemy szybki lunch” – rozkazała. „Piętnaście minut. Może dwadzieścia. Ani kroku dalej”.
Zapytałam, czy mogę z nimi iść. Śmiech ojca odbił się echem od wysokich sufitów, przyciągając wzrok przechodzących biznesmenów. „Masz dwanaście lat, Jennifer, nie dwa. Przestań się tak czepiać”. Mama nachyliła się, a jej perfumy tchnęły duszącą chmurą lilii. „Nie waż się nas publicznie zawstydzać”.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.