Wieczór został zaaranżowany z precyzją chirurga i nadzieją marzyciela. Każdy szczegół został dobrany tak, aby płynnie przejść od znajomości do czegoś głębszego, trwałego. Miejscem spotkania była bistro schowane w cichym, oświetlonym latarniami zakątku miasta, jedna z tych rzadkich przestrzeni, które rozumieją fizykę intymności. Oświetlenie mieniło się tu delikatnymi, bursztynowymi barwami, muzyka napływała niczym dyskretna jazzowa melodia, a powietrze unosiło się ciężko od sugestywnego zapachu rozmarynu i wolno gotowanych sosów. To miejsce zostało zaprojektowane tak, by zwolnić puls i zachęcić duszę do skupienia się.
Po drugiej stronie małego, polerowanego, drewnianego stolika siedziała Claire. Jej obecność stanowiła żywy kontrapunkt dla spokojnej elegancji pomieszczenia. Miała uśmiech, który nie był błyskiem zębów, lecz delikatnym rozwinięciem, i oczy, które zdawały się autentycznie chłonąć otaczający ją świat. Odkąd poznaliśmy się kilka tygodni wcześniej, wyczekiwałem tego specyficznego połączenia dobrego jedzenia, łagodnego światła i nieprzerwanej rozmowy. Chciałem, żeby to był początek.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE