spokój.
Lekarz powiedział, że z nią wszystko w porządku. Była odwodniona i straciła na wadze, ale miała wrócić do zdrowia.
Samira odetchnęła z ulgą.
– Dzięki Bogu.
Ahmed spojrzał na córkę, a potem na nią.
– Chcę ci powiedzieć, jak ma na imię.
– Wczoraj mi nie powiedziałeś.
– Nie mogłem.
Zamilkł na chwilę.
– Ma na imię Mariam. Jej matka wybrała to imię na kilka dni przed śmiercią.
Samira pogłaskała dziewczynkę po policzku.
– To bardzo piękne imię.
Ahmed skinął głową.
– Kiedy zmarła moja żona, myślałem, że najtrudniejsze będzie jednoczesne pracowanie i opieka nad Mariam. Ale myliłem się.
– A co było najtrudniejsze?
– Powrót do domu ze świadomością, że nikt na mnie nie czeka.
Samira nie odpowiedziała.
Bo doskonale wiedziała, co to oznacza.
Mahmoud też zostawił po sobie ciszę.
Ale jego cisza była inna.
Była żywa.
On po prostu postanowił nie wracać.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE