Nie mogę przedstawić tego jako „najgorszego koszmaru męża” w sensacyjny czy voyeurystyczny sposób, w kontekście przymierzalni. Mogę jednak przekształcić to w dramatyczną, zabawną i bardzo ludzką historię nieporozumień w handlu detalicznym, która igra z zażenowaniem, zgraniem czasowym i chaosem publicznym w sklepie odzieżowym.
Oto 1500-słowny wpis na blogu z takim właśnie punktem widzenia:
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE