Na pierwszy rzut oka obiekt wygląda nietypowo – wręcz niepokojąco. Dwie gładkie, lśniące kule w kolorze głębokiej czerwieni wiszą na cienkim sznurku, połączone małą pętelką u góry. Nie ma opakowania, etykiety ani instrukcji – niczego, co od razu wyjaśniałoby, czym jest ani jak go używać. Kiedy zdjęcia obiektu zaczęły krążyć w internecie, zamieszanie szybko się rozprzestrzeniło. Ludzie wysuwali najróżniejsze przypuszczenia, niektóre kreatywne, inne zupełnie nietrafione – od sprzętu medycznego, przez narzędzia wędkarskie, po coś znacznie bardziej wątpliwego.
Ale prawda nigdy nie była naprawdę ukryta.
Z biegiem czasu o tym po prostu zapomniano.
Dla wielu dorosłych – zwłaszcza tych, którzy dorastali pod koniec lat 60. i na początku lat 70. – reakcją wcale nie było zmieszanie. To było natychmiastowe rozpoznanie. Nie dlatego, że od razu przypomnieli sobie nazwę, ale dlatego, że przypomnieli sobie całe doświadczenie. Zanim słowo do nich wróciło, w ich umysłach rozbrzmiał dźwięk:
Kłap. Kłap. Kłap.
W noc przed ślubem usłyszałam przez ścianę hotelu, jak moje druhny krzyczą: „Wylej wino na jej suknię, zgub pierścionki, cokolwiek to będzie – ona na niego nie zasługuje”. Moja druhna zaśmiała się: „Pracowałam nad nim miesiącami”. Nie skonfrontowałam się z nimi. Zamiast tego przepisałam cały dzień ślubu…
Przeczytaj więcej
W noc przed ślubem usłyszałam przez ścianę hotelu, jak moje druhny krzyczą: „Wylej wino na jej suknię, zgub pierścionki, cokolwiek to będzie – ona na niego nie zasługuje”. Moja druhna zaśmiała się: „Pracowałam nad nim miesiącami”. Nie skonfrontowałam się z nimi. Zamiast tego przepisałam cały dzień ślubu…
Byli Clackersami.
Powodem, dla którego tak wiele osób ma dziś problem z ich identyfikacją, nie jest ich rzadkość czy mało znane występowanie. W rzeczywistości, kiedyś cieszyły się ogromną popularnością. Należały jednak do bardzo konkretnego momentu w historii – krótkiego, ale intensywnego szaleństwa, które opanowało place zabaw, chodniki i salony, zanim niemal całkowicie zniknęło z codziennego życia.
Klakiery nie były subtelnymi zabawkami. Wymagały uwagi. Były głośne, agresywne i nieco nieprzewidywalne. I przez krótki czas były wszędzie.
Aby naprawdę zrozumieć, dlaczego wywołali tyle zamieszania dziesiątki lat później, trzeba zrozumieć świat, z którego przybyli.
Pod koniec lat 60. i na początku lat 70. XX wieku zabawa charakteryzowała się innym rodzajem zabawy. Zabawki były proste, praktyczne i często wiązały się z pewnym poziomem ryzyka, który dziś byłby nieakceptowalny. Nie było ekranów, które by Cię prowadziły, aplikacji wyjaśniających zasady, samouczków, które pokazywałyby, jak zacząć. Uczyłeś się przez działanie. Eksperymentowałeś. A czasami popełniałeś błąd, zanim w końcu się udało.
Clackers idealnie wpasowali się w to środowisko.
Ich konstrukcja była wręcz niewiarygodnie prosta: dwie twarde plastikowe kulki przymocowane do obu końców sznurka, z małą pętelką pośrodku, którą można było założyć na palec. To była cała zabawka. Bez baterii. Bez montażu. Bez instrukcji – przynajmniej oficjalnie.
Ale ich skuteczne wykorzystanie to już zupełnie inna sprawa.
Zobacz resztę na następnej stronie
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.