Wykwintne mięsa, warzywa z targu, importowane sery, witaminy, grecki jogurt, drogie owoce, specjalne mleko dla niemowląt.
Wszystko wydawało się czyste.
Wszystko wydawało się zadbane.
Wszystko wydawało się pod kontrolą.
Dopóki pewnego popołudnia nie podniosła Mii i nie poczuła, że jej maleńkie ciało jest zbyt lekkie.
Nie była chuda z powodu niepokoju.
To była kruchość.
Drobne kości.
Wielkie oczy.
Dziwna cisza.
„Czy dobrze się odżywiasz, księżniczko?” zapytała.
Mia po prostu objęła ją za szyję.
Renata wbiła wzrok w podłogę.
To spojrzenie zasiało w niej ziarno wątpliwości, którego nie mogła się pozbyć.
Dlatego wezwała Toño, swojego zaufanego mężczyznę.
„Chcę 11 nowych aparatów. Małych. Niewidocznych. Nikt nie może się dowiedzieć”.
„Zewnętrzne zagrożenie?”
Julián spojrzał w stronę pokoju córek.
„Tak powiemy”.
Ale nie szukał wrogów na zewnątrz.
Szukał prawdy w sobie.
Przez trzy noce obserwował monitory bez mrugnięcia okiem.
Pierwszej nocy nic.
Drugiej prawie nic.
Trzeciej nocy pojawiła się Lidia, asystentka Ofelii, i weszła do pokoju z dwiema pięknymi tacami.
Renata podeszła niecierpliwie.
Lidia zrobiła zdjęcia talerzy.
Potem spojrzała w stronę drzwi, wyciągnęła pojemnik ukryty pod wózkiem i wysypała połowę jedzenia. Potem drugą połowę. Potem więcej.
Zostawiła dziewczynom tylko kilka łyżek.
„Jedzcie szybko. Nie zaczynajcie złości” – mruknęła.
Renata nie protestowała.
Mía wzięła łyżkę, jakby wiedziała, że narzekanie nic nie da.
Kilka minut później Lidia zebrała talerze, mimo że nie były puste. Wyszła z pokoju i zamknęła drzwi od zewnątrz.
Julian przewinął film.
Raz.
Jeszcze raz.
Jeszcze raz.
Rano, w południe i w nocy.
Pełne talerze do zdjęcia.
Skromne porcje dla córek.
Zamknięte drzwi.
Płacz za drewnem.
Wtedy zrozumiał, dlaczego Renata podbiegła do okna o 11:47.
Kobieta z wąwozu nie była złodziejką.
Złodziejka spała pod jego dachem, nosiła czarny mundur i uśmiechała się do niego w każdy poniedziałek z notesem pełnym kłamstw.
Na ekranie Mia włożyła swoją małą rączkę między kraty.
Nieznajomy czule ją pocałował.
„Wrócę jutro, jeśli Bóg pozwoli mi się obudzić” – wyszeptała.
Renata odpowiedziała prawie niesłyszalnie.
Kobieta nachyliła się bliżej.
„Tak, moje dziecko. Wiem. Wiem, że jesteś głodny”.
Julian wyłączył monitor.
Mężczyzna, którego wszyscy w mieście się bali, po raz pierwszy od lat poczuł inny rodzaj strachu.
Nie strach przed śmiercią.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE