O dziesiątej rano do sali weszła pielęgniarka; podeszwy jej butów skrzypiały na linoleum. Uśmiechnęła się ciepło, a w kącikach jej oczu pojawiły się zmarszczki świadczące o współczuciu zarezerwowanym dla „bohaterów”.
– Dzień dobry, pani Vance. Jak się dzisiaj czuje nasza bohaterska dawczyni?
Sarah spojrzała na nią; jej twarz przypominała maskę absolutnego, zastygłego spokoju. – Potrzebuję swoich ubrań, długopisu i czystej kartki papieru. I muszę się widzieć z moim chirurgiem, doktorem Salcedo. Natychmiast.
– Pani ubrań? – Pielęgniarka nerwowo się zaśmiała. – Sarah, kochana, przeszłaś nefrektomię siedemdziesiąt dwie godziny temu. Nigdzie się nie wybierasz przez co najmniej pięć dni.
– Zdaję sobie z tego sprawę – powiedziała Sarah, obniżając głos do tonu, jakiego pielęgniarka nigdy wcześniej u niej nie słyszała. Był to głos kobiety, która już raz umarła. – Chcę podpisać dokumenty o wypisie na własne żądanie. Teraz.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE