— To jest mój dom — powiedziałam. — I nikt więcej nie będzie mnie tu traktował jak służącą.
Zapadła cisza. Taka, która waży więcej niż krzyk.
Igor w końcu przestał się uśmiechać.
— Waleria, nie rób sceny przy gościach…
— Sceny? — powtórzyłam cicho. — Twoja matka przycisnęła mi dziś twarz do talerza. A ty się śmiałeś.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE