„Masz już osiemnaście lat” – kontynuowała. „I potrzebuję tego pokoju”. Przeszedł mnie dreszcz.
„Dokąd? Taty nie ma dopiero od trzech tygodni”.
„Właśnie dlatego to musi się stać”.
Skrzyżowała ramiona.
„Eric wyprowadza się w ten weekend. Potrzebuje miejsca na swoje rzeczy”.
Wpatrywałam się w nią.
„Eric?”
„Mój chłopak”.
Ścisnęłam komodę, którą tata odrestaurował dla mnie, kiedy miałam czternaście lat.
„Twój chłopak?”
Wyraz twarzy Margaret stwardniał.
„Tata zmarł trzy tygodnie temu. Jak to możliwe, że masz już chłopaka?”
Maska uprzejmości, którą nosiłam od lat, zniknęła w mgnieniu oka.
„Twojego ojca nie ma” – warknęła. „Mam czterdzieści trzy lata. Jestem jeszcze młoda. Nie spędzę reszty życia ubrana na czarno tylko po to, żebyś czuła się komfortowo”.
Nie mogłam uwierzyć, że spotykam tę samą kobietę, której ufał tata.
W końcu powiedziałam:
„Wychodzę. Potrzebuję tylko czasu, żeby znaleźć jakieś miejsce do spania”.
„Dobrze”.
Złapała jeden z worków na śmieci i wcisnęła mi go w twarz.
„Zacznij od szafy”.
Potem wyszła.
Tej nocy zamknęłam się w łazience i zadzwoniłam do Naomi.
Odebrała niemal natychmiast.
„Mogę spać na twojej kanapie?”
Zapadła cisza.
Potem jej głos złagodniał.
„Na jak długo?”
„Nie wiem. Może tydzień. Coś wymyślę”.
„Co się stało?”
„Margaret chce, żebym odeszła”.
„Co ona?”
„Jej chłopak się do niej wprowadza”.
„Emilia”.
„Przegrała”.
„Nie może tego zrobić. Twój ojciec zmarł trzy tygodnie temu”.
„Najwyraźniej potrafi”.
Słyszałam, jak Naomi porusza się po drugiej stronie słuchawki.
„Przyjdź jutro po szkole. Przynieś, co zmieści się w walizce. Moja mama cię podwiezie, jeśli będziesz potrzebować”.
„Nie chcę sprawiać kłopotów”.
„Nie jesteś problemem. Jesteś moją przyjaciółką. Powiedz „tak”.
Przełknęłam ślinę.
„Dobrze”.
Po rozłączeniu się położyłam się na podłodze w łazience.
Wtedy usłyszałam Margaret przez ścianę.
Jej głos był cichy.
Niemal czuły.
„…wkrótce, kochanie. Minęło tyle czasu, odkąd ktoś sprawił, że poczułam się tak…”
Potem się roześmiała.
Zmarszczyłam brwi.
W tym momencie byłam zbyt wyczerpana, żeby myśleć o tym, co te słowa mogą znaczyć.
Wróciłam do swojego pokoju.
Spakowałam naszyjnik mamy.
Trzy swetry.
Dwie pary dżinsów.
Kilka przyborów szkolnych.
Potem wyszłam na korytarz i wzięłam z półki oznaczone zdjęcie taty.
Zaniosłam je do swojego pokoju.
Tej nocy spałam na kołdrze, w pełni ubrana, trzymając jego zdjęcie przy piersi.
Powiedziałam sobie, że muszę po prostu przetrwać, dopóki nie skończę się pakować.
Nie miałam pojęcia, że Margaret nie da mi tyle czasu.
Następnego popołudnia, gdy wracałam ze szkoły, coś różowego przeleciało obok okna na drugim piętrze naszego budynku.
Zatrzymałam się.
To był mój sweter.
Wylądował w krzakach.
Potem spadła z niego para dżinsów.
Potem but.
Potem kolejny.
Książki roztrzaskały się o trawę.
Moje prześcieradła spadły jak spadochron.
„Margaret!”
Pobiegłam w stronę budynku.
Moja walizka była ostatnią, którą wyjęłam.
Spadł na ziemię i otworzył się z hukiem, rozrzucając moje rzeczy po całym patio.
Pobiegłam na górę.
Klucz nie działał.
Spróbowałam ponownie.
Nic.
Zamek został wymieniony.
Zapukałam do drzwi.
„Margaret! Otwórz drzwi!”
Chwilę później otworzyła.
Miała na sobie jaskrawą bluzkę i trzymała kubek kawy, jakby nic się nie stało.
„Co ty, do cholery, robisz?”
„Pomagam ci się wyprowadzić”.
„Wyrzuciłaś moje rzeczy przez okno!”
„Mówiłaś, że wychodzisz. Eric potrzebuje pokoju. Tylko przyspieszam sprawę”.
Potem zamknęła drzwi.
Usłyszałam kliknięcie zasuwy za nią.
Powoli zeszłam na dół.
Sąsiedzi już stali na balkonach i patrzyli.
Skuliłam się na trawie i zaczęłam zbierać ubrania.
Ktoś nadepnął na jeden z moich podręczników.
Potem zobaczyłem coś przy chodniku.
Zdjęcie taty.
Leżał twarzą do dołu.
Podniosłem go.
Szkło roztrzaskało się o jego uśmiechniętą twarz.
Wtedy upadłem na kolana.
Siedziałem tam, trzymając go.
Na podwórko wjechał samochód.
Na początku nie podniosłem wzroku.
Potem zdałem sobie sprawę, że samochód był pełen kartonów do przeprowadzki.
Wysiadł mężczyzna.
Eric.
Rozpoznałem go ze zdjęć, które widziałem w telefonie Margaret.
Spojrzał na mnie.
Potem moje rzeczy rozsypały się po trawniku.
⏬ Ciąg dalszy na następnej stronie ⏬
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE