Kiedy się obudziłam, pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłam, był biały sufit.
Drugą – pochylająca się nade mną kobieta w medycznym stroju.
– Proszę pani, czy pani mnie słyszy?
Próbowałam coś powiedzieć, ale z gardła wydobył się ledwie słyszalny dźwięk.
– Moje dziecko?
Kobieta uśmiechnęła się z ulgą.
– Żyje.
Zamknęłam oczy.
Łza spłynęła mi we włosy.
– Jak długo?
– Trzy dni.
Trzy dni.
Brandon przez trzy dni żył w przekonaniu, że nie żyję.
A sądząc po tym, co powiedział mi ratownik, pewnie już liczył pieniądze.
Próbowałam usiąść, ale ból zmusił mnie do przerwania ruchu.
Lekarka położyła dłoń na moim ramieniu.
– Proszę się na razie nie ruszać. Ma pani liczne obrażenia, a my musimy stale monitorować ciążę.
– Czy mogę skorzystać z telefonu?
Zawahała się.
– Dlaczego?
Spojrzałam jej prosto w oczy.
– Bo mój mąż próbował mnie zabić.
Wyraz jej twarzy się zmienił.
Nie zapytała, czy jestem pewna.
Nie prosiła, bym tłumaczyła swoje emocje.
Po prostu zawołała pielęgniarkę i kilka minut później…
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE