Przy kasie w Biedronce sąsiadka powiedziała, że mój mąż to złoto, nie chłop – co czwartek widzi go na Wyszyńskiego, jak spaceruje z wózkiem. Pogratulowała mi wnuka. Nasza córka mieszka w Krakowie i nie ma dzieci.
Parówki, chleb tostowy, ser żółty – wszystko poleciało na taśmę, a ja stałam jak wmurowana.
– Jaki wnuk, Basiu? – zapytałam, ale głos miałam taki, jakby ktoś mi ścisnął gardło.
– No ten maluszek, z którym Zbyszek chodzi. Śliczny chłopczyk. Myślałam, że Agnieszka urodziła, a wy nie chwalicie się, bo teraz to modne, żeby cicho.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE